Jeśli ktoś miał jakiekolwiek złudzenia, że Gazeta Wyborcza próbuje zachować choćby pozory obiektywizmu i równo traktuje wszystkich polityków, ostatnich kilka dni wystarczy, żeby całkowicie je porzucić.
Przyjrzyjmy się sposobowi potraktowania przez GW dwóch kluczowych postaci obecnego kryzysu, będących obiektami, nazwijmy to najdelikatniej, zainteresowania mediów w ciągu tych kilku dni. W Wyborczej wielokrotnie formułowano żądanie dymisji zarówno M. Kamińskiego jak i M. Drzewieckiego. Zostawmy na boku to, czy obu przypadkach słusznie. Czy jednak potraktowano ich z jednakową surowością? Zróbmy eksperyment:
Paweł Wroński 05.10.2009:
Zdjąć Drzewieckiego - jedyne wyjście
Jeśli sprawa została postawiona w ten sposób, to premier nie ma wyjścia.
(...) dymisja Drzewieckiego jest dla premiera jedynym możliwym wyjściem. Jeśli tego nie uczyni, może już teraz podpisać dymisję. Własną.
Piotr Stasiński, 07.10.2009
Rozbroić Drzewieckiego
Drzewiecki dowiódł, że jest (...) bombą zegarową podłożoną rządowi. Premier Tusk pozwolił, co najmniej lekkomyślnie, by tykała dwa lata. Właśnie wybuchła.
(...) nie może zostać na stanowisku ani chwili dłużej. Inaczej państwo przestaje działać.
Adam Leszczyński, 05.10.2009:
Egzekucja ministra ma na razie tylko polityczny charakter. Kamińskiemu jeszcze nic nie udowodniono (...)
(...) byłoby przedwcześnie przesądzać, że coś zostanie mu sądownie dowiedzione w przyszłości. Podejrzenia uzasadniają dymisję ministra, ale nie tłumaczą żądzy krwi (...)
Satysfakcja wywołana upadkiem polityka (proszę, taki był ważny, a tak nisko upadł) też nie tłumaczy tej brutalności. Podejrzewałbym raczej już mechanizm kozła ofiarnego
Nie szkodzi, że jeszcze mu nic nie udowodniono. Wreszcie znalazła się osoba, którą można rytualnie potępić w kojącym przekonaniu, że w ten sposób naprawiamy Rzeczpospolitą. Niech poleje się krew! Niech polecą głowy! Na latarnię z nim! A wcześniej przywiązać za nogi do zderzaka służbowego BMW (...) i włóczyć po Krakowskim Przedmieściu (...)
Waldemar Kuczyński, 07.10.2009:
Miałem wrażenie, że coś takiego się dzieje, że ktoś chce sprawdzić, jak łatwo i jak szybko dziennikarze zaczną wychodzić z roli wypytujących, a wchodzić w rolę podobną do oficerów śledczych, prokuratorów, a może i katów? Zadawane pytania coraz częściej łączone były z wyraźną emocją wymierzoną przeciwko wypytywanemu, a właściwie przesłuchiwanemu ministrowi i ta emocja narastała i ogarniała kolejne osoby. Sprzyjała temu bardzo obronna, wręcz potulna postawa Kamińskiego(...). Ofiara dawała dowody, że jest słaba, wobec czego można na nią napierać, bez obawy, że się odetnie. Wyglądało na to, że został uruchomiony mechanizm pchający wydarzenie coraz bardziej w kierunku dziennikarskiego sabatu nad jednym człowiekiem, który nie będzie przerwany, aż delikwent padnie i rzeczywiście ktoś słabszego zdrowia mógłby paść.
Daniel Passent (...) też chyba dostrzegł coś osobliwego w opisywanym spektaklu, bo nazwał to dziennikarskim grillem.
Jeśli zabrzmiało to wszystko co najmniej dziwnie, dla odzyskania równowagi, podaję teksty źródłowe:
http://wyborcza.pl/1,85996,7108911,Zdjac_Kaminskiego___jedyne_wyjscie.html
http://wyborcza.pl/1,75968,7117804,Rozbroic_Kaminskiego.html
http://wyborcza.pl/1,75968,7110101,Na_latarnie_z_Drzewieckim_.html
http://wyborcza.pl/1,75515,7116364,Dziennikarski_grill.html


